Spis treści

Na początek - "Ghost in the Shell" z 1995, później "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex". W międzyczasie małe zakupy i najnowszy "Ghost in the Shell". Tak w sumie można podsumować ostatnie 2 tygodnie. Ale zacznijmy od początku...

Na początku był wybuch. Chociaż nie. Na początku było anime z 1995. "Ghost in the Shell" z Motoko Kusanagi i niesamowitym intrem. Przyznaję bez bicia, że jakoś wcześniej nie mogłem się zebrać za obejrzenia tego klasyka. Dopiero niedawno udało mi się go znaleźć on-line i obejrzeć. Później znaleźć, pobrać i obejrzeć jeszcze raz. I od tamtego czasu chodzi za mną cały czas "Making of Cyborg".

Całość filmu ma całkiem prostą fabułę - przyszłość, ludzie zyskali możliwość dokonania cybernetycznego wszczepu. Wszystko na świecie stało się cyforwe. Ludzkie mózgi zostały zmapowane i niektórzy postanowili przenieść je do cybernetycznego odpowiednika. Motoko Kusanagi jest pierwsza w swoim rodzaju - pełnym cyborgiem. Pracuje dla tzw. "Sekcji 9" - wydziału bezpieczeństwa publicznego. Wraz ze swoimi podwładnymi dba o bezpieczeństwie w "New Port City". Pewnego dnia trafiają na ślad "lalkarza" (ang. "Puppet Master"), który okazuje się być powiązany z "Projektem 2501" i Seckją 6. Został on stworzony jako "hak polityczny" na różnych polityków i instytucje.

Cały film ma bardzo filozoficzne podejście do tego, co sprawia że jesteśmy sobą. Czy to nasz umysł, nasze działanie czy nasz całokształt? Co sprawia, że możemy zostać uznani za ludzi?