Obecnie w przypadku większości serwerów stosuje się wirtualizację. W takiej czy innej formie pozwala ona na sprawne zarządzanie serwerami i zasobami maszyn fizycznych. Ale niestety nie zawsze jest tak kolorowo jakby się to mogło wydawać...

Zacznij od samego VMWare. Jest to najbardziej rozpowszechniony system do tworzenia oraz zarządzania maszynami wirtualnymi. Wszystko za sprawą ESX w swojej darmowej odsłonie (czyli ESXi) oraz VMWare Workstation Player. Pierwszy jest hypervisior, czyli systemem zarządczym maszynami wirtualnymi na serwerze fizycznym. Drugi - pozwala tworzyć maszyny wirtualne na komputerze lokalnym. Porównanie do VirtualBox'a jest jak najbardziej na miejscu. Różnica jest taka, że będąc produktem od VMWare posiada lepszą kompatybilności. Nie próbowałem tego osobiście, ale prawdopodobnie mógłbym stworzyć maszynę wirtualną w Playerze i wgrać ją na serwer z ESX lub ESXi.

Jednak nie wszystko z maszynami wirtualnymi zawsze jest takie kolorowe. Zacznijmy od kompatybilności sprzętu. Owszem, ESXi można odpalić na praktycznie każdym sprzęcie, który wspiera 64-bitowe systemy, ale istnieje prawdopodobieństwo że niestandardowa karta sieciowa lub karta graficzna nie będą działać poprawnie. Same pliki wirtualnych maszyn można przerzucać praktycznie między dowolną wersją ESX dopóki nie zaktualizujemy tzw. "sprzętu wirtualnego". Wtedy umarł w butach, nie cofniemy maszyny z najnowszej wersji do wersji sprzed roku. Dodatkowo czasem bywają problem z dodatkowymi urządzeniami - przykładem niech będą niektóre klucze licencyjne dostarczane w postaci specjalnego pendrive'a. Podpięcie takiego klucza do maszyny wirtualnej jest banalne, niestety skutkiem ubocznym może być spadek wydajności całego serwera jeżeli sam klucz USB jest źle skonstruowany lub aplikacja, która się z nim komunikuje jest dziurawa. Miałem niestety okazję tego doświadczyć, odkrycie takiej zależności było również zbiegiem okoliczności.