Ano jest. Waży 500MB. Jest na torrentach. No nic, zobaczmy czy to coś da.

15 minut później. OK, jest na serwerze, teraz tylko pobrać.

Kolejne 15 minut. Pen, pen, pen... Jest! Rufus... JEST! Utwórz bootowalny pendrive. Tak, wywal dane z dysku.

...

Eee... Tylko co ja na nim miałem? W sumie... Pewnie i tak nic ważnego. (Na szczęście i tak był pusty).

 

Bootujemy. Acronis myśli. O. Source - jest. "Contains errors" - yadda yadda, tak wiem. Destination - jest. "Apply".

Czas trwania - "5 minut". Które trwało pół godziny i raz musiałem kliknąć "Skip errors". Restart. Odłączenie dysków.

Kurwa, hasło. Gdzie ten drugi pen!?

Jest.

Zdjęte.

System się podniósł, działa. Dysk nie ma błędów - SUKCES!

 

Nie ma to jak spokojna sobota w moim wykonaniu... Tia...